Prawda jest taka że przed popełnieniem przez Wachowskich Bros. drugiej części Matrix'a nigdy wcześniej nie widziałem naprawdę konkretnie napakowanej akcją sceny pościgowej. Abstrachując od totalnie pozbawionej filozofii części drugiej zrobiłem 'łał' (btw. wkruwiłem się nieziemsko bo okazało się że po napisach był trailer trzeciej części). Dzisiaj jednak moje pojęcie o 'best ever' zmieniło się dzięki promykowi internetsów zesłanego przez samego Buddę na moje pustogłowie. Rok 1995, Indie, ziom który jest Arnoldem Schwarzenegger i Sylwestrem Stallone w jednym. Później akcja się zagęszcza.
Zobacz następny temat Zobacz poprzedni temat Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach