..: Forum DDR :.. nowy, chrupiący... suchar.net
.: Główna :: Szukaj :: Użyszkodnicy :: Rejestracja :: Profil :: Zaloguj :.
..:: FORUM 
 poszukiwania Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy temat : Odpowiedź do tematu :
Autor Wiadomość
szenko2325
.


Dołączył: 09 Sty 2004
Posty: 22692
Skąd: Sentinel

Zobacz profil autora
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 12:09 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

Zupełnie przypadkiem wpadła mi w ręce pewna stara mapa. Chciałem kupić ją od człowieka, u którego była, niestety nie chciał sprzedać. Była to kolorowa mapa bliskich mi terenów, często odwiedzanych przeze mnie z wykrywaczem. Na szczęście mogłem zrobić ksero mapy. Było na niej sporo adnotacji czerwonym atramentem. Pismo eleganckie i równe wskazywało na wykształconego człowieka. Zaznaczonych było kilka miejsc kółkiem lub strzałką. Studiując mapę na początku nie trafiłem na nic ciekawego. Wszystkie opisy i zaznaczenia miejsc były mi znane. Bywałem tam z wykrywką, ale efekty były mizerne. Mapa była datowana na 1937 rok, a adnotacja na górze brzmiała ''zaadoptowano na potrzeby wojskowe - VIII 1939 roku.” Było więcej dopisków nieznanego autora, ale nie miały charakteru ciekawostki, czy jakiejś tajemnicy. Porównałem ją z aktualnymi oraz innymi starymi mapami i tu pojawiły się ciekawostki. Najpierw znalazłem kilkanaście dróg występujących na starej mapie, a w aktualnych tylko lasy w tych miejscach. Później zobaczyłem typowe oznaczenie cmentarza na skraju jednej z miejscowości. Muszę tu jeszcze zaznaczyć, że na tym terenie do 1947 było 14 wsi. Zostały wysiedlone siłą na ziemie zachodnie, a miejsce po nich zalesione. Ten cmentarz mnie zaintrygował, gdyż bywałem nie jeden raz w tamtym rejonie i nigdy nie widziałem aby coś tam było.
Pojechałem z kumplem na miejsce. Po wiosce zostało tylko kilka starych, owocowych drzew i jedna studnia, teraz zasypana. W miejscu gdzie według mapy miałby się znajdować cmentarz było tylko las i krzaki. Nic nie znaleźliśmy. Postanowiłem pojechać do pewnej gminnej miejscowości - G., gdzie w strukturach władzy gminy pracował mój przyjaciel. Spytałem go czy pomoże mi odnaleźć kogoś żyjącego jeszcze z tej wioski. Zapalił się do pomysłu i wskazał jednego starszego człowieka - pana Stefana. Starszy pan po wywiezieniu na ziemie zachodnie, postanowił wrócić do swych korzeni i już w 1949 roku osiedlił się nieopodal swojej byłej wsi. Oczywiście jak najszybciej pojechał zobaczyć rodzinne strony, lecz to co zastał wprawiło go w zdumienie. Tereny wysiedlone zajęte były przez wojsko, które miało tam swoje poligony. Wioska została praktycznie rozebrana i zalesiona, aby śladu po niej nie było. Za wsią, przed ścianą pierwotnego lasu znajdował się kiedyś cmentarz, ale nie był to cmentarz wiejski. Parafia i cmentarz gdzie chowano mieszkańców był w G. oddalonym o 6 km. Co to był więc za cmentarz ?
-" Proszę pana, to był cmentarz wojskowy, jeszcze z I WŚ. Austriacy wybudowali, piękny kamienny mur, w środku stał mały pomnik z tablicą, a wokół było około 80 - ciu grobów oznaczonych metalowymi krzyżami. Pamiętam, jak moja matka opowiadała, że był tu szpital polowy carskiej armii. Sporo żołnierzy rannych w bitwie ( nie wiadomo o jaką bitwę chodzi i gdzie miała miejsce) zmarło tu z ran. Byłi pochowani tu żołnierze rosyjscy i austriaccy. Wszystkie tabliczki z datą śmierci były datowane na grudzień 1914 r i początek 1915 roku. Cmentarz był zawsze zadbany, ludzie z wioski palili tam świece w dniu wszystkich świętych, pamiętano o mogiłach żołnierzy. Tym bardziej, że było wśród nich wiele polskich nazwisk. Kiedy wróciłem w 1949 roku poszedłem obejrzeć moją wieś. Nie poznałem tego miejsca. Ziemia zaorana, wszędzie wznosił się młody las. Po cmentarzu nawet śladu. Było widać ścianę starego lasu i tabliczki z zakazem wstępu na teren wojskowy. Postanowiłem zaznaczyć miejsce gdzie był cmentarz póki jeszcze dobrze pamiętałem. Na drzewach wyciąłem kilka znaków, a na ziemi poukładałem trochę kamieni - mniej więcej obrys cmentarza. Po 1989 roku kiedy wojsko wyniosło się z tych terenów a wszystko przeszło we władanie Nadleśnictwa, próbowałem zainteresować wielokrotnie ich kierownictwo, aby upamiętnić to miejsce pochówku z 1915 roku. Niestety nie było żadnej odpowiedzi. Jest tak do dzisiaj. Teraz jestem już za stary, aby coś zrobić w tej sprawie, ale może wy... może wam uda się. Umówimy się w przyszłym tygodniu to pokażę wam to miejsce."
Pojechaliśmy autem razem z panem Stefanem. Dla niego była to już niezła wyprawa. Ubrany w krótką kurtkę typu battle dres i furażerkę na głowie ruszył powoli z laską w ręku na miejsce dawnego cmentarza. Las był już nie do rozróżnienia, gdzie był pierwotny, a gdzie zalesiony w 1947r. Przez około 1 godzinę szukaliśmy śladów na drzewach i ziemi. Bezskutecznie. Pan Stefan był już zmęczony i nie za bardzo mógł się odnaleźć w tej okolicy. Odwieźliśmy starszego pana do domu i postanowiliśmy sami szukać dalej. Wpadłem na pomysł skorzystania map Nadleśnictwa, gdzie pracował kolega, a który chwalił się kiedyś, że pudełko zapałek odnajdzie według swoich map. I tak spotkaliśmy się z Rafałem, wyjaśniliśmy całą sprawę oczekując natychmiastowej odpowiedzi.
„ Chwila, chwila, to tak od razu nie będzie. Muszę pojechać w teren. Dopiero na miejscu, po obejrzeniu i zidentyfikowaniu drzew pokażę wam to miejsce.”
Na miejscu od razu widać było profesjonalizm zawodowy naszego kolegi. Wyznaczył kilka punktów, odnalazł kilka charakterystycznych drzew i pokazał nam na jednym z Grabów wycięty krzyż.
„ Tu widać, gdzie sięgał stary las, a z tego miejsca było prowadzone nowe sadzenie. Te drzewa mają około 60 lat, a tu wiele jest starszych. „
Najważniejsze jednak było odnalezienie znaku na grabie. Bo to oznaczało, że jesteśmy na dobrej drodze w odszukaniu śladów. Później znaleźliśmy jeszcze dwie kupki kamieni usypanych w liniach prostych i pasujących do znaku na drzewie. Według naszych wyliczeń cmentarz mierzył jakieś 40 x 30 metrów, ale nie jest to jeszcze precyzyjne określenie wymiarów.
Na razie na tym zakończyliśmy nasze działania w odnalezieniu starego cmentarza. W tym roku planujemy sięgnąć i odnaleźć jakieś dokumenty dotyczące tej tajemnicy. Jeżeli wszystkie dowody wskażą na umiejscowienie w „naszym„ rejonie tego cmentarza – zwrócimy się oficjalnie do władz, nie tylko gminnych, o odnowienie miejsca pochówku tych żołnierzy. I jeszcze jedno, pan Stefan powiedział też, że Austriacy wybrali to miejsce, gdyż obok była już stara mogiła, która znalazła się później w obrębie cmentarnego muru. Czyżby pochowani byłi tam Powstańcy Styczniowi ? I z jakiej bitwy pochodzili ranni carscy żołnierze z okresu XII 1914 i I 1915 ?


Jako dzieciak także bawiłem się w to wykopując kilka ciekawych w miarę rzeczy. Czasami towarzyszył mi starszy facet który łopatą kopał ogromne doły w których zbierała się woda, wyjmował z nich stare butelki które potem sprzedawał. Niedawno coś mnie znów chwyciło i kupiłem sobie składaną minisaperkę (a wcześniej magnesy neodymowe + kabel). Chwilowo sam drobny złom nie nadający się do zabrania, ale wiem skąd się biorą na świecie wszystkie gwoździe (z rzeki).

_________________
Za każdą linią drzew morze.
Czubki drzew na tle ciemnego nieba.
Gdy kto sieje nasiona goryczy, nie może zebrać plonu słodyczy.
szenko2325
.


Dołączył: 09 Sty 2004
Posty: 22692
Skąd: Sentinel

Zobacz profil autora
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 12:40 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

Studiowanie map bywa interesującym zajęciem, o ile wiemy jak do tego podchodzić. Nieodzownym przedmiotem wspomagającym staje się wtedy słownik niemiecko-polski, gdyż przedwojenne mapy dawnego Glogau posiadały (w jakichś 99%) oznaczenia niemieckie; wspomnę tylko o najstarszym planie/mapie odnalezionej przeze mnie gdzieś w odchłaniach internetu, a pochodzącej z roku 1642. Przedstawia zarys murów miejskich oraz wyspę kolegiacką zwaną dzisiaj Ostrowem Tumskim.




Najbardziej poszukiwane przez wszelkiego typu poszukiwaczy są głównie plany - bitew czy też potyczek, miast, przylegających wsi; z nich także można dowiedzieć się -o ile wybrane tereny czy obiekty nie stanowiły tajemnicy militarnej- gdzie znajdowały się wojskowe szpitale, baraki, strzelnice miejskie (nasze poczciwe Schutzenhaus wraz z Schutzenplatz), strzelnice wojskowe (tych było w okolicach wiele). Ukazują się także poligony znane "Exercier Platz", "Altes Polygon" lub "Artillerie Schiessplatz" - dawniej pełne młodych kadetów uczących się posługiwania bronią, a także pocisków i dział... dziś miejsca te straszą już tylko "na dziko" wyrzucanymi śmieciami oraz lejami po eksplozjach, czasem zaledwie pod cienką warstwą jesiennych, zeszłorocznych liści trafić można jeszcze na łuski z okresu I i II wojny światowej; przy odrobinie szczęścia ukazują się unikaty z końca XIX wieku. Ciekawostką są także historie ocierające się o zjawiska tzw. paranormalne -nadnaturalne, trudne do wyjaśnienia za pomocą dostępnych środków naukowych i badawczych: otóż w 1945 r. na przedpolach miasta, w rejonie jednego z poligonów, zginęły setki żołnierzy Niemieckich, cofających się w kierunku miasta w wyniku przeważającej siły Rosjan. Spotykałem świadków, którzy jeszcze wiele lat po wojnie widywali w tamtym rejonie widmowe armie, słyszeli krzyki w obcym języku, stłumione eksplozje, ale nikt o tym nie mówi obecnie bojąc się ośmieszenia.

Podobno zjeżdżali się w te rejony kolekcjonerzy militariów z dalszych rejonów kraju, gdyż na wspomnianym już poligonie można było znaleźć... kule armatnie wszelakiego kalibru, pruskie pociski, ogólnie mówiąc: bardzo niebezpieczne zabytki sztuki militarnej. Sam nigdy czegoś podobnego -na szczęście- nie znalazłem i nawet gdyby dopisało mi szczęście - nie wyobrażam sobie transportu złomu w me czyste i lśniące progi.

Jakieś 10 lat temu zacząłem od jednej mapy, stanowiącej kilka kartek formatu A4 posklejanych ze sobą, aczkolwiek dość amatorskie było to wykonanie; wydruki także pozostawiały wiele do życzenia, jednakże co najważniejsze: były w miarę czytelne. Przedstawiały kopię tzw. Messtischblatt (mapy topograficznej w skali 1:25 000). Bardziej dokładny może być jedynie plan miasta w skali 1:10 000 z naniesionymi nazwami ulic i niemalże każdym budynkiem. Wracając do mojej kopii: zaczęło się od tłumaczenia nazw, gdyż większość symboli poznałem na zajęciach geografii jeszcze w szkole podstawowej. Bardzo pomocny okazał się Zamek Głogowski, gdzie była możliwość wykonania odbitek planów występujących w licznych, tematycznych opracowaniach, do tego powię-kszenia ich wielokrotnie. Owe "historyczne sklejki" posiadam do dziś.
Do rzeczy: odkryłem coś bardzo interesu-jącego, mianowicie wiele mówiącą nazwę "Schweden Schanze" (Szaniec Szwedzki). Było to ładnych parę lat temu, ale przypominam sobie, że postanowiłem zbadać wzgórze wraz z kolegą z klasy. W owych czasach wykrywaczem metali dysponowało chyba tylko wojsko, ale jakby nie patrzeć -był to pretekst do lepszego poznania okolicy. Tak więc po 15-20 minutowym marszu dotarliśmy na wzgórze, no może większe wzniesienie, górujące jednak bezsprzecznie nad pozostałymi w rejonie. Widok, jaki rozpościerał się z niego, był niesamowity! Okoliczne wioski w zasięgu wzroku, miejsce wschodu i zachodu słońca, nie wycięte jeszcze zadrzewienia śródpolne, stada słoni pasących się na wschodzącym zbożu.... Czegóż chcieć więcej? Szwedów i śladów ich bytności w postaci fantów zalegających płytko pod ziemią!!! Trafiliśmy na okopy, prawdopdobnie pamiętające jeszcze okres II WS. Były to czasy, kiedy wbijając łopatkę (jeszcze nie saperkę) można było natknąć się w owym miejscu na wiekowe fragmenty szkła, prawdopodobnie z XVIII w., ołowiane kule muszkietowe, a także śledzie namiotowe mocno już skorodowane. Wychodziły z ziemi także zapalniki; do dziś pamiętam datę na jednym z nich: 1942. Wyciągnęliśmy także kilka siekier -najmniej interesujące nas wówczas znalezisko- oraz saperki wojskowe, bardzo skorodowane. Oczywiście nic ciekawszego wtedy nie odnaleźliśmy (do czego po latach można przywyknąć), ale liczyło się pierwsze badawcze wyjście z potwierdzeniem informacji o oblegającym miasto wrogim wojsku! Jakieś parenaście lat później dowiedziałem się, iż "moje wzgórze" nosiło wcześniej nazwę "Tataren Schanze", o czym pamiętają już wyłącznie Niemcy - byłi głogowianie.
Znaleźliśmy także ukryty w wysokiej trawie punkt niwelacyjny, lecz dziś nie ma po nim żadnego śladu. Zniknęły też całkowicie okopy. I połowa wzgórza. Na polach wyrosły domy. Pozostało jednak wiele innych interesujących i jednocześnie tajemniczych miejsc w rejonie miasta, być może w niedalekiej przyszłości znajdę czas na odkrywanie ich tajemnic......

Nie zapominam również o relacjach osób, które spotykałem w terenie, gdyż jest to chyba najszybszy, najłatwiejszy i darmowy (no, nie zawsze...) sposób na pozyskanie informacji. Czasem wystarczało zwyczajne "dzień dobry" i... po chwili wiedziało się wszystko o okolicy, niemcach, skrytkach, czasem nawet bezcielesnych bytach.

W okolicy miasta znajduje się wiele wysiedlonych wiosek, chociażby Rapocin, Biechów, Bogomice czy chociażby częsciowo wysiedlone Żukowice - wszystko z powodu szkodliwego oddziaływania Huty; inne skupiska ludności -jak np.Oberau- zostały rozebrane w latach powojennych przez Polaków. O tej ostatniej dowiedziałem się w roku 2008, przez wszystkie lata żyjąc w przekonaniu, iż zniszczyli ją sami Niemcy w wyniku obrony miasta i przedpola (w pobliżu znajdują się także ruiny Ober Redute), a tu proszę: suprajs! Do czego doprowadzili Polacy i ich "gospodarność"? Wystarczy przejechać się po dowolnej wiosce. Zniszczone zabudowania, pomniki... po cmentarzach nie ma już śladu... a tak bardzo oburza nas sytuacja, kiedy dowiadujemy się o dewastacji cmentarzy poza granicą kraju! Osobiście znam miejsce, gdzie znajdują się fragmenty nagrobków, niektóre jeszcze z datą 1880. Czyżby gruz/odpadki nie wykorzystane przy odzyskiwaniu surowca przez kamieniarzy? Od mojego nieżyjącego już wykładowcy architektury dowiedziałem się, iż droga dojazdowa na pola przy jakiejś wsi wyłożona była płytami nagrobnymi. Doskonały pomysł, traktor się przynajmniej nie zakopie...


Podczas jednego z objazdów (na moim turbo-wigry) jednej z wiosek, natknęliśmy się na babcię pasącą krowy. Takie sielankowe spotkanie, prawdopodobnie pierwsze i ostatnie w moim życiu. Staruszka Babiczowa żyje do dziś na szczęście. To prawdopodobnie jej syn prowadzi obecnie skansem niedaleko Paulinowa. Zaczęło się od rutynowego pytania: "Czy wie Pani coś o zrzutach broni, jakichś zakopanych przedmiotach poniemieckich ???". Staruszka wyglądała tak jakby wiedziała, że biją dzwony - nie wiedziała jednak w jakim kościele... jednak po chwili zaczęła sobie coś przypominać:
- A chodźcie ze mną, ja tu tylko krowy wyprowadzę na łąkę i powiem wam po drodze.


Po przejściu kilkudziesięciu metów znaleźliśmy się przy wysokiej, sztucznie usypanej skarpie, po prawej -w odległości może 100 metrów- przepływała Odra. Babeczka zatrzymała się przy wierzbach, których wygląd wskazywał na to, iż pamiętają jeszcze czasy Mieszka z dyndającym u jego pasa szabliskiem. Stanęła dokładnie między drzewami. Odległość między nimi wynosiła jakieś 3 metry.
- Tutaj kiedyś uciekał złodziej z Głogowa. Goniło go kilku chłopów ze sztachetami, bo ukradł komuś dużo pieniędzy. Tu, na tym drzewie się schował i przesiedział całą noc -unosi głowę wskazując na miejsce, gdzie rzeczywiście mógłyby ukryć się człowiek- Na drugi dzień zszedł i uciekł, nigdy go nie złapali.

- A tu, gdzie stoję, leży 3 pochowanych Niemców. Ruskie ich zabili w 1945 roku. Kiedyś tu tacy przyjeżdżali co to mieli taki tornister i antenę okrągłą, i szukali czegoś pod ziemią, ale tu nic nie ma i szybko odjechali. Tu za mną, na tej skarpie był schron. Jeszcze jak tych cegieł tam nie było po zburzonych domach, to widać było szczelinę, okno przez które Niemcy obserwowali rzekę.
Spoglądam we wskazanym kierunku, lecz oczom mym cudownym ukazuje się wyłącznie wszelakiej maści zielenina i prawdopdobnie resztki jakiegoś budynku. Nie za bardzo jej wierzę, ale nie okazuję tego po sobie; w końcu to jej okolica i jej historia.
- Kiedyś pamiętam, że dzieci bawiły się w piwnicy i odsunęli jakąś szafkę. Patrzą, a tu wejście do dalszej części piwnicy. Rodzice mieszkali tu z 30 lat i niczego nie znaleźli, a dzieciaki przypadkiem odkryły, bo z tej piwnicy było ukryte przejście do bunkra. Pistolety tam były i miny bez zapalników. Dzieciaki powyciągały te miny i przyniosły do kuchni, położyły na piecu, bo myślały, że to takie pokrywy metalowe, bo to było takie okrągłe. Matka przychodzi i jak zobaczyła - mało nie osiwiała! Chłopaki dostały lanie, przyjechała milicja i zabrali cały magazyn. Oj, dobrze że wtedy się w piecu nie paliło!

- A nic nie zostało z tego magazynu, może jakieś hełmy niemieckie?
- Nie, milicja zostawiła puste kanistry, jeszcze ze swastykami, lampy naftowe, ale to się używało, a potem się wyrzucało. Były apteczki wojskowe, ale co to za leki były nikt nie wiedział, torby się jedynie przydawały dla dzieci do szkoły.
Obeszliśmy z nią całą wioskę prowadząc rowery, a Babiczowa przypomniała sobie jeszcze o chyba dziś już historycznym fakcie:
- Tam gdzie jest staw, jak się jedzie z miasta - to jest taka polanka. Tam w czasie wojny stały baraki z jeńcami. Oni budowali te wszystkie bunkry koło Odry.
Myślałem sobie: "Kolejna wymyślona historia, tylko w jakim celu?". Jak zwykle oświecenie przyszło po latach, kiedy jeden z miłośników historii Głogowa poprosił mnie o zaznaczenie na mapie orientacyjnego miejsca, w którym owe baraki znajdować się miały. Mój schematyczny rysunek zgadzał się -o dziwo!- z danymi posiadanymi przez niego, aczkolwiek pochodziły z zupełnie innego źródła! Opowiastka została potwierdzona w jakimś stopniu. Chciałbym kiedyś trafić na kogoś, kto przekazałby coś wiecej, ale czasu coraz mniej...


Tak wiec była to kolejna osoba, która o niczym nie miała pojęcia i od której niczego konkretnego nie dowiedziałem się, hahaha. Żywy, być może i ostatni żyjący świadek niepotrzebnych nikomu historii. Uwielbiam takie spotkaniaaaa!
Innym razem trafiłem na złomiarzy. Dużo jeździłem, więc wiedziałem gdzie leżą niepotrzebne nikomu metalowe śmieci, zrzuty gruzu ze zbrojeniem, miedziane kawałki rur. Wywiązał się między nami dialog, w wyniku którego doszło do nie pisanej umowy: oni dostają złom, ja dostaję informacje i potencjalne namiary. Dowiedziałem się także czegoś o pracy złomiarza: jeśli trafią na gruz budowlany, dla przykadu: wielkie płyty uszkodzone i nie wykorzystane do budowy - rozpalają pod nimi ognisko. Stal zwiększa objętość powodując pękanie betonu; w ten oto sposób nie musza napier... młotem oszczedzając i czas, i energię.
- Chodziłem kiedyś po takich hałdach. Było dużo cegieł, ogólnie typowy gruz i dużo ziemi. Patrzę - leży jakiś prostokątny kawał metalu. Wyczyściłem go rękawem - Adolf. Z mosiądzu był! Ale zobaczył mnie jakiś facet, podchodzi i wydziera się, że jest archeologiem, ze tu nie mogę chodzić i żebym oddał płytę, bo po milicję zadzwoni. To ja oddałem, a głupi byłem: mogłem przecież z tym uciekać! Kilka groszy by na skupie było... - kończy historię popijajac piwo z butelki.
Zaczyna drugi, któremu zebrało się na wspominki:
- Kopaliśmy kiedyś z Waldkiem. Takim z Maniowa... na starym poligonie koło Przemkowa. Facet był pierwszy raz w terenie. Ja łopatą, on z kilofem, wykrywacz mieliśmy od znajomego. Namierzyłem coś pod ziemią, wbijam szpadel, a ten napieprza kilofem! Wychodzi mina przeciwczołgowa, a ten dureń na pół ją z rozpędu przeciął, na pół! Dobrze, że się rozleciała na kawałki, bo tak skorodowana była, ale mówię mu potem, że więcej ze mną nie pojedzie. Ludzie, już by z nas nie było co zbierać! Potem na dół głęboki trafiliśmy z takimi dużymi karabinami -rozłożył ręce w znanym, wędkarskim stylu.
- I co się z tym stało potem? -zapytałem coraz bardziej pochłonięty opowieściami.
- Na złom poszło. Trochę były pordzewiałe, zresztą kto by to kupił... Kiedyś też na Starym Mieście trafialiśmy na sejfy, ale już rozprute były. Przednia ścianka masyyywna, z zamknię-ciem, od tyłu jedynie cienka blacha. Ale piękne były, zdobione, takie ornamenty roślinne dookoła i jakieś napisy hitlerowski miały.
- I co, pewnie jakiś kolekcjoner pamiątek kupił?
- A gdzie tam, na złom poszło. To żelazo było. Nawet opłacało się z tym jechać do skupu, bo ważyło konkretnie.
- Pamiętasz jak żeśmy ten stary dom rozbierali w Jaczewie? Jeszcze proboszcz opowiadał, że to najstarszy we wsi dom. Wyrywali my rynny, parapety - to można jeszcze było sprzedać normalnie, nie na skupie. Koparka potem burzyła ściany. Patrzę, a tu wypada jakieś zawiniątko. Operator nic, to ja niby po złom się schylam i capnąłem zwitek. Potem jak żeśmy popili wieczorem, to sobie o tym przypomniałem. No to z chłopakami odwijamy, ale to tylko jakieś papiery stare były zawinięte w obraz z jakimś szlachciem chyba. Jeszcze te pieczęcie były w takiej brązowej masie wybijane, jakieś korony, pismo takie powywijane, że nie mogliśmy odczytać. Kto to się na tym znał. My myśleli, że to jakieś ozdoby będą, skarb! Jeden mi mówi: "Możesz sobie tym dupę podetrzeć".
- I co pan z tym zrobił??
- A co mogłem? dupę potem podtarłem.... a obraz spaliliśmy.
Można i tak. Mam tylko nadzieję, iż większość ukrytych pamiątek historycznych nie skończyła podobnie: stracona bezpowrotnie i tylko czeka w zakamarku piwnic na odkrycie.

_________________
Za każdą linią drzew morze.
Czubki drzew na tle ciemnego nieba.
Gdy kto sieje nasiona goryczy, nie może zebrać plonu słodyczy.
szenko2325
.


Dołączył: 09 Sty 2004
Posty: 22692
Skąd: Sentinel

Zobacz profil autora
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 12:42 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :



Tytuł „dreszcz„, wziął się głównie z tego czegoś co przeszywa nas podczas odgarniania ziemi i odnalezienia niesamowitego fanta, odkrywania jakiejś tajemnicy, czy wpadnięciu na trop zagadki. To „coś„ za czym tęsknimy, czekamy na wiosnę lub dobrą pogodę aby wyruszyć na poszukiwania. W moim życiu poszukiwacza kilka razy przeszył mnie taki „dreszcz„ ale jeden raz było to coś wyjątko-wego. Poniżej przedstawię pewną historię.




Na początku mojej przygody z poszukiwaniem różnych staroci i gratów spotkało mnie coś dziwnego. Pomagałem przy rozbiórce starego domu w niewielkiej miejscowości niedaleko Przysuchy. Podczas wyrywania starych rur i innych instalacji ze ścian odkryliśmy z kolegami skrytkę pod schodami. Była bardzo sprytnie urządzona. Belki podtrzymujące schody przylegały do ściany, a przy podłodze na wysokości około 70 cm znajdował się schowek na wiadra i inne rupiecie. Od tego miejsca jakiś metr przebiegały stare rury od kanalizacji i wody. Wyrywaliśmy wszystko, aby później sprzedać na złom. Wtedy to jedna z rur wyrwała kawał tynku ze ściany i ostatnią belkę podtrzymującą schody. Okazało się, że ta belka tak naprawdę nic nie podtrzymywała, jedynie maskowała skrytkę wydrążoną w ścianie. Skrytka miała ścianki z blachy, szerokości 20 cm, wysokości 70 cm i głębo-kości 40 cm. Tak, to wtedy po raz pierwszy doznałem tego uczucia, wyobraźnia podsuwała mi przed oczy złote monety i precjoza.

W środku znajdowało się sporo dokumentów, kilka gazet, ramka na zdjęcie wykonana z mosiądzu i pistolet Luger P-08. Broń leżała na początku skrytki i niestety miała kontakt z wodą z przerdzewiałej nieopodal rury. Krótko mówiąc był to zardzewiały i uszkodzony złomek, po wyczyszczeniu oddałem go do Izby Pamięci. Jeszcze gorzej sprawa się miała z dokumentami. Wiele było pisanych na maszynie, część po niemiecku, po polsku, po rosyjsku. Gazety okazało się były polskie, wydane w 1947 roku. Niewiele dało się odczytać i uratować, ale można było wywnio-skować z nich, że przez jakiś czas w tym budynku mieścił się posterunek Milicji.

Drugi raz coś podobnego przeżyłem kilka lat później. Niedaleko tej samej miejscowości, prowadziłem pewne prace przez 3 miesiące. Jak to miałem w zwyczaju rozpytywałem gospodarzy o jakieś niepotrzebne rzeczy z wojny i inne ciekawe historie. Wkrótce wszyscy wiedzieli o moich zainteresowaniach i przynosili mi fanty lub mówili o jakiś wydarzeniach związanych z ich ziemią,
a dotyczących czasów wojny. Był jeden starszy człowiek, naprawdę wiekowy i niewidomy. Dużo z nim rozmawiałem, umysł jasny i wybitna inteligencja biła od tego człowieka. Opowiedział mi o pewnym zdarzeniu, które miało miejsce podczas I WŚ. Przez tą miejscowość przechodziły wojska austriackie, pobierali zaopatrzenie dla wojska i dla koni. Saperzy naprawiali most i drogę, a tabory i armaty ciągnięte przez konie przeprawiały się przez rzekę w okolicach młyna. I wtedy doszło do wypadku. Jeden z zaprzęgów koni wpadł w szał, czwórka koni ciągnąca armatę, dosłownie staranowała kilka wozów taborowych, poturbowała kilkunastu żołnierzy i pogalopowała do przodu. Niedaleko traktu znajdowało się kilka sporów dołów - szybów po kopalniach rudy żelaza. I właśnie w ten dół wpadła czwórka koni z armatą. Zanim na miejsce wypadku dotarli żołnierze, armata tonęła w głębokim szybie i wciągała za sobą konie. Zaprzęg został odcięty od morderczego ładunku, dwa konie miały połamane nogi, więc zostały zastrzelone. Po wielu wysiłkach w końcu Austriacy porzucili zatopione działo.


Nie chciało mi się wierzyć w tę opowieść, ale człowiek nie miał potrzeby okłamywać mnie. Sam był za mały aby to pamiętać, ale jego ojciec najęty był przez żołnierzy do pomocy przy próbie wydobycia działa i dokładnie pokazywał swojemu synowi gdzie to leży zatopiona armata. Nikt nigdy nie próbował jej wyciągnąć, przez lata pamięć ludzi o tym zdarzeniu się zacierała, ale jemu jako dziecku miejsce to utkwiło w pamięci na zawsze. Mimo że zachorował i stracił wzrok, wciąż pamiętał to miejsce. Niezwykle dokładnie je opisał i mimo upływu lat znalazłem ruiny młyna, rzekę i trakt. Nieopodal znajdował się szyb. Miejsce wypełnione było wodą i zarośnięte dość bujnymi krzewami i drzewami. Mój wykrywacz na niewiele się zdał w tej sytuacji, dlatego też zrobiłem coś na kształt długiej dzidy, około 3 m. Nie trafiłem na nic. Po dokręceniu jeszcze 2 metrów uderzałem w coś twardego. Czy był to metal ? Może kamień ? Trzeba było rozkopać i odwodnić szyb. Ponieważ koparkę miałem na miejscu, szyb znajdował się za wsią i raczej nikt nie widział naszej akcji, przystapiliśmy do działania. Najpierw koparka zrobiła dołek na około 2 metry, agregat, pompa i tłoczymy wodę z wykopu na zewnątrz. Łyżka koparki sięgnęła jakieś 3,5 metra w głąb szybu i na tym skończyły się jej możliwości. Jeszcze raz skonstruowaną dzidą wgłebiłem się w lej, ale tym razem wiedziałem, że uderzam o metal. Zrobiliśmy koparką podjazd, tzn. operator wykopał sobie na jakiś metr zagłębienie w które wjechał i mógł sięgnąć do naszej głębokości. Było coraz trudniej kopać, bo i błoto wydobywane z dołu nie było już gdzie wyrzucać. Trach !!! zazgrzytała łyżka po metalu. Adrenalina i dreszcz to były uczucia, które mnie teraz opanowały. Jest, naprawdę jest. W łyżce wyciągniętej z dołu był kawałek metalu. Poczerniały, nie zardzewiały kawałek, wyglądał jak wieczko od skrzynki na amunicję do MG, tylko że było nitowane, wielkość 45 cm długie, 22 cm wysokie i 3 cm grube, przy górze odchodziła jakby rączka. W tym momencie, chociaż słabo było widać co się dzieje w dole, nastąpiło jakby wzdychnięcie i poziom wody podnióśł się do poziomu zero dosłownie w kilka sekund. Prawdopodobnie działo dostało powietrza i poruszyło się w szybie, wcześniej działało jak korek w wannie, a teraz woda przedostała się i zalała z powrotem szyb. Pamiątka została. Ten kawałek metalu mam do dziś. Już nigdy później nie miałem okazji i możliwości zrobić drugie podejście do armaty. Jedynie co udało mi się ustalić to że poziom wód gruntowych, oraz poziom dna rzeki w miejscu gdzie jest szyb wynosi około 2-2,5 metra. Działo ( jeżeli to jest działo ) leży na 4,5-4,8 metra. Ale przecież górnicy jakoś wydobywali rudę żelaza z tego szybu i umieli poradzić sobie z wodą. Mam nadzieję, że kiedyś dorwę jakiegoś sponsora i spróbujemy raz jeszcze dobrać się do austriackiego działa.

_________________
Za każdą linią drzew morze.
Czubki drzew na tle ciemnego nieba.
Gdy kto sieje nasiona goryczy, nie może zebrać plonu słodyczy.
czeslaw
Bąbel
Bąbel


Dołączył: 26 Lut 2003
Posty: 10756
Skąd: Stolyca

Zobacz profil autora Wyślij email Odwiedź stronę autora 1268288
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 13:37 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

Ciekawe. Pierwszy artykuł przeczytałem, zaraz przeczytam dwa następne.

_________________
Image
szenko2325
.


Dołączył: 09 Sty 2004
Posty: 22692
Skąd: Sentinel

Zobacz profil autora
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 13:47 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

Pewien czas temu środowisko poszukiwaczy obiegła informacja o otworzeniu wejścia do legendarnego bytomskiego szybu skrywającego zrabowane przez Niemców skarby. Udało się tam wielu miłośników tajemnic, w większości wypadków nie przygotowanych do tego co spotkali na miejscu.
Szyb w Bytomiu Miechowicach stał się sławny za sprawą legendy mówiącej o ukryciu w jego środku skrzyń pochodzących z transportu zorganizowanego przez gubernatora GG Hansa Franka. Według lokalnej legendy (i o dziwo relacji naocznych świadków) konwój ciężarówek z Krakowa dotarł do stacji kolejowej w Biskupicach gdzie najprawdopodobniej miano przenieść skrzynie do specjalnego pociągu.
Pociąg natomiast powinien skierować się na Dolny Śląsk gdzie na Franka czekała już specjalnie przygotowana składnica mająca zabezpieczyć zagrabione przez niego dzieła sztuki. Na nieszczęście dla Niemców pociąg spóźniał się budząc w nich zdenerwowanie. Komendant transportu postanowił na własną rękę szukać jakiegoś alternatywnego rozwiązania dla ukrycia przewożonego ładunku.
Ciężarówki po pewnym czasie zostały skierowane do ośrodka NSDAP. Trudno określić jaki był ich dalszy los. Jednak w tym momencie na trasie przejazdu pojawia się wspomniany w tytule stary szyb górniczy.
Nie byłoby w tym niczego tajemniczego gdyż na Śląsku takich miejsc jest wiele, teoretycznie w każdym mieście Śląska i Zagłębia znajdują się jakieś nieczynne kopalniane szyby, gdyby nie fakt, uruchomienia szybu przez Niemców bez wyraźnego celu. Szyb, który od roku 1934 był zabezpieczony i zasypany, został nagle odkopany i zabezpieczony po koniec wojny. Potem również nagle i tajemniczo „zniknął” na wiele lat.
Czy kryje się w nim jakaś tajemnica, czy na dnie znajdują się przewożone przez Niemców skrzynie ?? Legenda mówi, że do szybu ładunek był spuszczany na linach przez więźniów, co po przeprowadzonych badaniach wydaje się raczej niewykonalne.
Obecnie warunki wewnątrz szybu są bardzo ciężkie – strugi lejącej się wody, niestabilne ściany, brak tlenu, wiszący i zaklinowany różnoraki złom tworzący w szybie tzw. korek blokujący dalsze dotarcie w głąb szybu. Organizując odpowiedni sprzęt osiągnąłem głębokość 170 m co przy ewentualnym opuszczaniu skrzyń na linach czyni tą pracę wręcz niemożliwą do wykonania w warunkach wojennych bez wcześniejszego przygotowania odpowiedniej ilości i długości lin.


Image Image Image

_________________
Za każdą linią drzew morze.
Czubki drzew na tle ciemnego nieba.
Gdy kto sieje nasiona goryczy, nie może zebrać plonu słodyczy.
szenko2325
.


Dołączył: 09 Sty 2004
Posty: 22692
Skąd: Sentinel

Zobacz profil autora
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 13:53 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

Do przeszukania mam nieruszany zupełnie a otwarty bunkier, ale w pojedynkę nie wolno wchodzić. Sporo lat temu byłem zbadać jego inne wejście, ale było już prawie po sufit śmieci i do tego wyszedłem upieprzony mimo niedotykania ścian (to doświadczenie mam z bunkra na swoim podwórku). Wejście jest dobrze widoczne, dlatego było użyte jako wysypisko/przytulisko. Chyba najbardziej znany i przy okazji niezbadany jest w Szczecinie schron przy ulicy Robotniczej, widać wejście dobrze nawet z jadącego tą ulicą samochodu. Ktoś założył kratę, nie jest zamurowane. W pobliżu pagóry i on sam sprawia wrażenia wejścia do fortecy w której śpi godzilla czy inny king kong. Schron pod dworcem PKP jest atrakcją turystyczną, łazi się grupami, za opłatą.

_________________
Za każdą linią drzew morze.
Czubki drzew na tle ciemnego nieba.
Gdy kto sieje nasiona goryczy, nie może zebrać plonu słodyczy.
zeca
szef wszystkich szefów
szef wszystkich szefów


Dołączył: 24 Sie 2004
Posty: 14118
Skąd: Pabianice

Zobacz profil autora Wyślij email Odwiedź stronę autora 3986906
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 14:17 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

czeslaw napisał:
Ciekawe. Pierwszy artykuł przeczytałem, zaraz przeczytam dwa następne.


czesiu jak skończsz weź napisz tak po krótce o co cho.

_________________
JENEK ODDAJ KOZE:/
Image
szenko2325
.


Dołączył: 09 Sty 2004
Posty: 22692
Skąd: Sentinel

Zobacz profil autora
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 14:33 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

No więc tak. Wchodzisz do bunkra, a tam twoja stara w niemieckim mundurze, albo nawet pruskim. Podchodzisz do niej, ona mówi hende hoch, podnosisz ręce, ona zakłada ci udziergany sweter, bo wojna się skończyła i co ma w bunkrze robić. Tak to widzę w skrócie.

_________________
Za każdą linią drzew morze.
Czubki drzew na tle ciemnego nieba.
Gdy kto sieje nasiona goryczy, nie może zebrać plonu słodyczy.
czeslaw
Bąbel
Bąbel


Dołączył: 26 Lut 2003
Posty: 10756
Skąd: Stolyca

Zobacz profil autora Wyślij email Odwiedź stronę autora 1268288
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 14:47 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

Już przeczytałem. Fajne, szenko, dawaj więcej!

_________________
Image
szenko2325
.


Dołączył: 09 Sty 2004
Posty: 22692
Skąd: Sentinel

Zobacz profil autora
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 14:52 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

Aby coś znaleźć trzeba szukać – prawda niby znana każdemu poszukiwaczowi. Jednak, co zrobić, gdy szuka się pewniaków przez wiele lat i efekty są żadne?? Wówczas należy wezwać ludzi doświadczonych w temacie eksploracji i dysponujących odpowiednim sprzętem.
Tak właśnie zrobili mieszkańcy okolicznych miejscowości. Dotarli do poszukiwaczy i nadali im temat zaginionych w XIX wieku kościelnych dzwonów.
Historia swoim początkiem sięga końca XVIII wieku, kiedy rozpoczęła się budowa kościoła w miejscowości Kluczewsko zainspirowana przez właściciela majątku Ksawerego Turskiego. Chciał on, aby w najbliższym sąsiedztwie jego dóbr powstał kościół. Rozpoczęła się budowa, która z powodu nieprzewidzianych kłopotów zaczęła się znacznie opóźniać. Po dobrym starcie i całkiem niezłym początku budowniczowie zaczęli dostrzegać pojawiające się opóźnienie w zakończeniu inwestycji. Po 15 latach postanowiono usprawnić zakończenie projektu poprzez przejęcie i przewiezienie wyposażenia z kościoła w pobliskich Januszewicach.
Po łupy do Januszewic wyruszyła specjalna grupa dworska. W tym właśnie momencie na pierwszy plan legendarnej miejscowej opowieści zaczynają wychodzić dzwony. Dotychczas znajdowały się one na dzwonnicy kościoła w Januszewicach. Z tego to miejsca dworska specgrupa zdjęła je i załadowała na wóz, którym skierowali się do dworu w Kluczewsku.
Przejeżdżając przez rzekę Czarną dzwony zsunęły się z wozu wpadając do rzeki. Ślad po nich zaginął na wiele lat.
Od zdarzenia minęło 197 lat i na domniemany teren zalegania dzwonów z jechali poszukiwacze z całego kraju wraz z silną grupą stanowiącą desant z wysp brytyjskich. Wyposażenie ekipy mogło przyprawić o ból głowy każdego znającego się na rzeczy eksperta. Czegóż to poszukiwacze nie wyciągali z samochodów. Wiadomo, standardowe wyposażenie każdego samochodu, czyli łopata i wykrywacz, tym samym na okolicznych polach badań pojawiły się również wykrywacze ramowe, tak wielkie, że okoliczna ludność była przekonana, że są to elementy jakiejś platformy wiertniczej. Latający nad głowami poszukiwaczy i obserwatorów helikopter wykonywał zdjęcia, z których będzie można odczytać wszelkie zmiany terenu, ocenić starorzecza i wyznaczyć kolejne obszary badań. Do badań dodatkowych, niejako związanych z dzwonami, uruchomione zostały magnetometry, dzięki którym można było uniknąć niepotrzebnego kopania w miejscach podejrzanie piszczących.
Totalnym hitem poszukiwań była ekipa płetwonurków, którzy penetrowali rzekę oraz zbiorniki powstałe w starorzeczu.
Nie było niestety czasu, aby przeprowadzić badania nowoczesnym georadarem dostarczonym przez firmę Proton-Archeo, która to właśnie na miejsce akcji dostarczyła wspomniany wcześniej helikopter.
Akcja poszukiwań prowadzona była na początku w dwóch miejscach. Okolice kapliczki zostały dosyć szybko spenetrowane przy wykorzystaniu wykrywaczy metali. Eksploratorzy pozyskali z tego miejsca kilka medalików oraz monet. Wykrywacze ramowe nie dawały żadnego znaczącego sygnału. Drugim i trzecim miejscem zajęli się płetwonurkowie, którzy wykazali się nie lada odwagą i samozaparciem, a to, dlatego, że „woda” w jednym miejscu nie nastrajała nawet do tego żeby koło niej stanąć na minutę, nie mówiąc już o nurkowaniu w niej. Niestety te dwa miejsca również okazały się, nietrafione.
Ostatnim terenem badań był fragment łąki nad rzeką wraz z czymś w rzece, wskazany zupełnie przypadkowo podczas rozmowy autora z miejscowymi. Miejsce to zostało wskazane wcześniej przez kilku radiestetów jako obszar ukrycia „czegoś”. Faktem jest, że we wskazanych punktach pojawiał się każdorazowo duży, solidny sygnał mogący świadczyć o zaleganiu w ziemi, jak i rzece większego elementy metalowego.
Sobota nad rzeką upłynęła bardzo szybko. Nurkowanie, wykrywacze, magnetometry – a na koniec agregaty i oświetlenie rzeki, z której nie chcieli wychodzić płetwonurkowie dzielnie walczący łopatami z dnem.
Zaangażowanie i wiara w odnalezienie właściwego miejsca było tak duże, że prawie zapomnieliśmy o przygotowanym obiedzie, a wieczorne ognisko zorganizowane przez miejscową ludność odbyło się niestety bez naszego udziału. Zupełnym szokiem było przywiezienie z tego ogniska całej sterty pieczonych ziemniaków, które rozeszły się w tak szybkim tempie, że osoby stojące dalej niż 10 m nie zdążyły po nie dobiec.
Niestety pomimo chęci walki z rzeką poszukiwacze musieli tymczasowo odpuścić i udać się na spoczynek, aby rano z jeszcze większą determinacją zaatakować nowe miejsca.
W niedzielę oczywiście wróciliśmy w miejsce nr 4 nad rzekę. Płetwonurkowie od razu wskoczyli do rzeki, ramy zaczęły biegać po łące, a wykrywacze wyciągały, co raz to medalik lub monetę. Poszukiwania w dzień mają tą zaletę, że lepiej można się poruszać zwłaszcza w pobliżu rzeki. Dzięki temu potwierdzone zostały miejsca z soboty oraz wytypowane nowe do prowadzenia badań. Aby sprostać terenowi sprowadzone zostały dwie koparki, dzięki którym prowadzenie wykopalisk zyskało nową oprawę. Kolejnym sprzętem, który został sprowadzony była pompa odprowadzająca pojawiająca się w wykopie wodę. Napięcie i nadzieja na odnalezienie dzwonów była widoczna w twarzach zarówno okolicznych mieszkańców, jak i poszukiwaczy. Niestety nie dane nam było ogłosić w niedzielę sukces poszukiwań. Bynajmniej poszukiwacze nie poddają się, pojawiły się kolejne miejsca do sprawdzenia i z pewnością w ten teren wrócimy jeszcze nie raz.


Image

_________________
Za każdą linią drzew morze.
Czubki drzew na tle ciemnego nieba.
Gdy kto sieje nasiona goryczy, nie może zebrać plonu słodyczy.
hydraulik
Royal Little Elephants Fans Society
Royal Little Elephants Fans Society


Dołączył: 18 Kwi 2004
Posty: 5490

Zobacz profil autora 2703284
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 15:24 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

czeslaw napisał:
Już przeczytałem. Fajne, szenko, dawaj więcej!


Święta, święta a w pracy do 16 trzeba wysiedzieć co czesiu, Ty leniwy rudzielcu. Wink

_________________
H for HYDRAULIK
"the sooner you learn to think of other people as noisy furniture, the the sooner you will be happy."
Image
czeslaw
Bąbel
Bąbel


Dołączył: 26 Lut 2003
Posty: 10756
Skąd: Stolyca

Zobacz profil autora Wyślij email Odwiedź stronę autora 1268288
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 15:28 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

Do 18:30, bo byłem o 10:30 w robocie Razz

_________________
Image
nietaki_
hardcore
hardcore


Dołączył: 15 Gru 2006
Posty: 1722
Skąd: ta smutna mina?

Zobacz profil autora trzydwaczterytrzy77pięć
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 15:40 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

same here :zeca:

_________________
piszę niepoprawnie: napewno, spowrotem itp.
hydraulik
Royal Little Elephants Fans Society
Royal Little Elephants Fans Society


Dołączył: 18 Kwi 2004
Posty: 5490

Zobacz profil autora 2703284
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 15:42 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

SAME HERE :zeca:

_________________
H for HYDRAULIK
"the sooner you learn to think of other people as noisy furniture, the the sooner you will be happy."
Image
rockwell
Fan Wioletty Willas
Fan Wioletty Willas


Dołączył: 30 Gru 2004
Posty: 13138
Skąd: glasgow.uk

Zobacz profil autora 4532943
PostWysłany: Sro Gru 23, 2009 15:59 : Odpowiedz z cytatem : Do góry : : :

same here :zeca:

_________________
bak.
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy temat : Odpowiedź do tematu :



 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach



design: Mijah; kod, opieka & kontakt: czeslaw; copyright © 2001 - 2010 DDR Team; powered by phpBB © phpBB Group